Beatrycze Nowicka Opowiadania

Pieśń zemsty (recenzja, 04.06.2024)

Plany i wysiłki

Grzegorz Wielgus, wyd. Initium

Drugi tom cyklu „Ostrze Erkal”

Beatrycze Nowicka: 7/10

W zasadzie o „Pieśni zemsty” mogłabym napisać krótko i prosto – czekałam na kontynuację, doczekałam się jej, nie zawiodła mnie. A także dodać, że z każdą kolejną książką Wielgus pisze coraz lepiej, a dotychczasowe tomy „Ostrza Erkal” można nabyć za naprawdę niską cenę, co może stanowić dodatkową zachętę do zapoznania się z cyklem. Ale że celem moim było napisanie recenzji, a nie jedynie notki, postaram się rzecz rozwinąć.

Mam wrażenie, że obecnie nie ma zbyt wielu młodych polskich autorów piszących fantasy epicko-przygodowe, z akcją osadzoną w całkowicie wymyślonym uniwersum. Dlatego tym bardziej doceniam starania Grzegorza Wielgusa, zwłaszcza, że ich efekt okazał się co najmniej przyzwoity. Choć w fantastyce cenię nowatorstwo, z drugiej strony lubię też historie klasyczne w duchu, gdzie dzielna drużyna walczy ze złem w barwnie opisanym świecie. „Ostrze Erkal” jest taką właśnie opowieścią, choć jej autor zadbał o elementy odróżniające jego uniwersum od innych. Na uwagę zasługują zwłaszcza Relikwiarze oraz związana z nimi historia świata przedstawionego.

Wielgus ma lekkie pióro, dzięki czemu „Pieśń zemsty” czyta się szybko, przyjemnie i z zainteresowaniem. Narracja prowadzona jest sprawnie, nie dostrzegłam też jakichś wyraźnych niespójności, jeśli chodzi o logikę wydarzeń. Rozdziały poświęcone rozmaitym bohaterom przeplatają się i zazwyczaj autorowi udaje się w ten sposób „podbić” napięcie, zamiast wywoływać w czytelniku chęć przeskoczenia od razu do kolejnej części poświęconej ulubionym postaciom.

A skoro już o nich mowa – Zirra, Karamis i inni prezentują się w „Pieśni zemsty” lepiej, niż w tomie pierwszym. Przede wszystkim, zdążyłam ich już nieco poznać i polubić. Po drugie, Wielgus pamięta o tym, żeby jego bohaterowie nie stali w miejscu. I nie chodzi tylko o kolejne stawiane przed nimi wyzwania, ale też i o wewnętrzne przemiany postaci, wynikające z ich dotychczasowych przeżyć i dążeń. Choć wyżej wspomniana para protagonistów pod koniec „Pieśni pustyni” odzyskała wolność, nie oznacza to końca ich problemów. Były żołnierz został okaleczony i trudno mu się z tym pogodzić. Pustynna zmaga się z własnymi demonami, rozumie też, że jej dotychczasowe umiejętności i moce nie wystarczą, by odnieść zwycięstwo nad Eristi i jej poplecznikami. Bardzo dobrze prezentuje się w tym tomie także Astris. W „Pieśni pustyni” miała do dyspozycji niewiele „czasu antenowego”. Tym razem Wielgus poświęcił dziewczynie więcej miejsca, dzięki czemu czytelnik może obserwować, jak młoda arystokratka radzi sobie w coraz bardziej niebezpiecznym dla niej otoczeniu.

Na uwagę zasługuje także wspomniana wyżej Eristi, którą uważam za jednego z ciekawszych i bardziej charyzmatycznych Złych Lordów. Widać, że jest to postać mająca swoje cele i powody, by do nich dążyć. Warto też zauważyć, że jej zakon nie jest monolitem i Relikwia musi liczyć się także z zagrożeniem ze strony swoich konfratrów. Jako ciekawostkę dodam, że na swoim profilu na facebooku, autor zorganizował zabawę, w której bohaterowie cyklu „odpowiadali” na pytania nadesłane przez czytelników. Czytając owe niby-wywiady, łatwo zauważyć, że postaci wypowiadają się w różny sposób, a sam autor ma w głowie konkretną wizję ich charakterów i sposobu myślenia.

Z rzeczy, które spodobały mi się mniej – żałuję trochę, iż większość akcji toczy się nadal w Ardean. Po tym tomie spodziewałam się wędrówek stanowiących pretekst do dalszego rozbudowywania świata, tymczasem w drogę bohaterowie wyruszają dopiero bliżej końca książki. Na szczęście czytanie o dalszym pobycie w mieście nie nuży, a wszystko wskazuje na to, że w tomie trzecim bohaterowie udadzą się w odleglejszy zakątek świata (albo chociaż będą do niego zmierzać). Korekta mogłaby być lepsza, z drugiej strony, jak już wspomniałam, cena książki jest naprawdę niska.

Jako rozrywkowe fantasy „Pieśń zemsty” sprawdza się naprawdę dobrze. Czekam na kolejny tom.