Beatrycze Nowicka Opowiadania

Na zgliszczach (recenzja, 24.05.2024)

Nie tylko postapo

Darmowa antologia cyfrowa polskich autorów, Fantazmaty

Beatrycze Nowicka: 6/10

Redakcja „Fantazmatów” naprawdę rozpieszcza czytelników – niedługo po całkiem sympatycznej antologii tematycznej poświęconej różnym obliczom miłości swoją premierę miał kolejny zbiorek. Zgodnie z tym, co sugeruje tytuł, w „Na zgliszczach” nie zabrakło utworów mniej lub bardziej zahaczających o postapo. Choć, co ciekawe, nie tylko takie teksty się tutaj znalazły. Zdecydowaną zaletą najnowszego e-booka od „fantazmatowców” jest różnorodność.

Jeśli zaś chodzi o wady, to po raz kolejny czytelnik dostaje do ręki kilka opowiadań, które są jedynie wycinkiem. Pisałam już na ten temat w recenzji „Fantazmatów II”, więc nie zamierzam się zbytnio powtarzać – chodzi mi o teksty, które „wrzucają” odbiorcę w świat i prezentują mu jakieś wydarzenie bez systematycznego budowania fabuły. Żałuję, że w polskim języku nie ma (albo przynajmniej ja go nie znam) odpowiednika angielskiego terminu „story arc” – w każdym razie, w wielu opowiadaniach, które czytałam, zamiast owego łuku (by pozostać przy nawiązaniach architektonicznych) mamy jedynie zwornik plus kawałek sklepienia, reszta zaś tonie w mroku.

Takimi opowiadaniami są otwierające antologię „Drzewa życia” Pauli Wanarskiej, a także „Era Wodnika” Magdaleny Owczarek oraz „Kurort Makabra” Barbary Zosiuk. Jeśli chodzi o pierwszy z wyżej wymienionych tekstów, to genetycznie modyfikowane a złowrogie drzewa pojawiły się choćby w „Zielonych płucach” Agnieszki Zerki, opublikowanych w fantazmatowej antologii pt. „Gdy Ziemia miała nas dość”. Postaci okazały się przeciętne, nakreślony konflikt interesów widziałam już w wielu innych fantastycznych utworach, a pomysł na rośliny żywiące się prądem elektrycznym pozyskiwanym z kabli uważam za mało sensowny. Nieco ciekawiej, choć wciąż niezbyt oryginalnie, zaprezentowała się „Era Wodnika”, której akcja rozgrywa się na Ziemi zdewastowanej w wyniku nadmiernej eksploatacji przez człowieka, zamieszkanej przez resztki ludzkości pozostające pod opieką SI.

Z powyższej trójki za najlepszy uważam „Kurort Makabra”, przede wszystkim z powodu narracji. Sposób, w jaki swoją sytuację relacjonuje główna bohaterka, przydaje wyrazistości zarówno światu przedstawionemu, opisywanym wydarzeniom, jak i jej samej. Jest w tym pazur. Lekturę kończyłam z myślą, że chciałabym poznać dalsze losy dziewczyny.

Aleksander Killman osadził akcję „Bezimiennych dusz” w ufantastycznionych realiach historycznych. Doceniam punkt wyjścia dla całej historii (katastrofę górniczą z czasów PRLu). Niestety, wiedziałam, i intuicja mnie nie zawiodła, że gdy przyjdzie do wyjaśnienia zagadki, poczuję rozczarowanie. Choć przyznaję też, że zupełnie nie mam pomysłu, co takiego mogłoby się znajdować w kopalni, żeby naprawdę zaskoczyć fana fantastyki.

„Człowiek z maszyny” Barbary Zembrzyckiej i „Długość dźwięku przeciętności” Krzysztofa Matkowkiego zwracają uwagę przede wszystkim klimatem. Zembrzycka, powiedziałabym, balansuje na krawędzi – były w „Człowieku…” trafne spostrzeżenia i fragmenty udane stylistycznie, a były i oczywistości, albo miejsca, gdzie historia uciekinierki z getta trafiającej do miasta mechanizmów osuwała się w kicz. Niemniej, opowiadanie odróżnia się od innych pomysłem i atmosferą. W przypadku tekstu Matkowskiego przekonująco wypadli bohaterowie i ich relacje. Miałam jednak problem ze światem przedstawionym. Rozumiem, że opowiadanie miało być metaforą, i być może autor nie chciał (że sparafrazuję słowa z innego jego utworu), zabić jej dosłownością, jednak podczas lektury cały czas gdzieś w tyle głowy odzywał się głosik domagający się wyjaśnień, co właściwie ci ludzie jedli i ogólnie, jak to społeczeństwo funkcjonowało.

Z całej antologii najbardziej spodobało mi się „Muzeum XX wieku” Tomasza Nizińskiego. Pomysł nie jest nowy, bo postludzie „wracający do ciał” pojawili się choćby w „Zimie w Turing” Franco Ricciardiello (antologia pt. „Kierunek 3001”), a odtworzone miasta, w których nasi potomkowie szukają autentyczności doznań, znam z „Pamiętamy Babilon” Iana Watsona i „Pożeglować do Bizancjum” Roberta Silverberga. Niemniej, Niziński elegancko połączył humor (zdarzało mi się podczas lektury wybuchnąć śmiechem, może tylko uwaga o Internecie i zdjęciach kotów okazała się strasznym sucharem) i komentarz do naszej współczesności z głębszą refleksją.

Jak zwykle na koniec pozostaje mi zachęcić do ściągnięcia tej antologii. Cieszy, że dzięki wytrwałości i pracy redakcji e-booki od twórców „Fantazmatów” wpisały się w krajobraz polskiej fantastyki.