Beatrycze Nowicka Opowiadania

Ziemia nieświęta (recenzja, 19.05.2024)

Sen o Palestynie

Lavie Tidhar, wyd. Zysk i S-ka

Beatrycze Nowicka: 6,5/10

Choć o twórczości Laviego Tidhara przeczytałam wiele pochlebnych opinii, jego „Stacja centralna” wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Niedawno postanowiłam dać sobie jeszcze jedną szansę i sięgnęłam po „Ziemię nieświętą”. Już po lekturze mogę stwierdzić, że utwory tego autora zwyczajnie nie trafiają w moją wrażliwość. Generalnie – zazwyczaj w książkach lubię konkret, wyrazistość i wewnętrzną logikę, Tidhar zaś stawia na pewne rozmycie wizji, płynność, niedookreślenia. Osobom, które preferują tego rodzaju narrację, „Ziemia nieświęta” ma szansę spodobać się o wiele bardziej. Zaletą takiego sposobu pisania jest możliwość rozmaitych odczytań powieści.

Tym, co autorowi „Stulecia przemocy” wychodzi bardzo dobrze, jest budowanie klimatu. Nakreślona na kartach książki wizja alternatywnej Palestyny jako państwa żydowskiego położonego w Afryce (jak można się dowiedzieć ze wstępu, faktycznie były takie pomysły – w 1904 na Czarny Ląd wyruszyła nawet niewielka ekspedycja, mająca ocenić przydatność terenów w Brytyjskiej Afryce Wschodniej dla żydowskiego osadnictwa), przekonuje, intryguje i pobudza wyobraźnię. Tidhar opisuje ją ze szczegółami, potrafi też oddać ducha tego miejsca. Jednocześnie jest w tym wszystkim ulotność, oniryczność – zresztą, to właśnie sen autora okazał się inspiracją dla książki.

Później całość zmierza w stronę bardziej tradycyjnej fantastyki i zaczyna kojarzyć się z „Kronikami Amberu” Zelazny’ego oraz jego koncepcją wieloświata. Tyle że Tidhar wplata w to jeszcze inspiracje kabałą, a jego bohaterów interesuje przede wszystkim los Żydów w alternatywnych światach i historiach.

Światotwórstwo i atmosferę uważam za zalety „Ziemi nieświętej”, jednak zdecydowanie mniej podobali mi się główni bohaterowie oraz fabuła. Lior Tirosh, autor przeciętnych kryminałów, wracający w rodzinne strony by odwiedzić ojca, jest denerwująco niedookreślony. Rozumiem, że tak miało być, zgodnie z koncepcją świata przedstawionego. Tyle że, jako protagonista, tego rodzaju postać bez wyrazu, zagubiona i wycofana, zupełnie nie porywa.

Jeszcze gorzej prezentuje się śledztwo, za które Tirosh się zabiera, dowiedziawszy się od znajomego z dzieciństwa o zaginięciu swojej bratanicy. Skoro autor chciał nawiązać do literatury gatunkowej, to niechby opisywana akcja wpisywała się w kanon. Tymczasem Lior nie tyle podąża tropami, co bywa porywany przez wydarzenia, które zdają się dość poszarpane i nieskładne. Teoretycznie rozmaite typowe elementy zostają „odhaczone”, jednak bez dynamiki i spójności cechującej dobre thrillery. Podobno ktoś ma jakiś mroczny plan i gdzieś za kurtyną pociąga za sznurki, tyle że pod koniec akcja zostaje rozwiązana pośpiesznie i niesatysfakcjonująco. Choć nie można wykluczyć, że rzeczy opisane w książce są jedynie marzeniami Tirosha, który – jak wielokrotnie zostało to powtórzone – nie ma zbyt wiele talentu.

Ustami swojego bohatera Tidhar stwierdza: „budujemy świat fantazji, aby pokazać, jak zbudowany i opowiedziany jest nasz własny”; zatem, jak sądzę, uprawnione są odczytania polityczne. Gdziekolwiek Żydzi by nie poszli, nie ma dla nich ziemi niczyjej. To zawsze jest cudza ziemia, z której ktoś zostanie wygnany. Żydowskie państwo w Afryce atakują terroryści wywodzący się z lokalnych plemion, w obozach w nędznych warunkach mieszkają Murzyni, a władze budują ogromny mur na granicy.

Jest wreszcie „Ziemia nieświęta” swego rodzaju hołdem dla literatury, która pozwala nam odwiedzać inne światy. Tidhar każe swojemu bohaterowi rozmyślać i wypowiadać się na ten temat, czy wspominać rozmaite lektury. W powieści znalazł się także bardzo przyjemny motyw, kojarzący się nieco z „Gniazdem światów” Huberatha. Książka w książce, w książce, Tirosh „rzucający cienie” na światy, celowo używana w niektórych rozdziałach narracja w drugiej osobie liczby pojedynczej. Autor zaprasza czytelnika do odwrócenia zwrotu wektora sięgającego w głąb fikcji, współ-dopisania do całości warstwy na poziomie meta. Spodobał mi się ten pomysł, wyciągnięcie ręki do odbiorcy, zaproszenie do gry. Mniej mnie za to porwały pozostałe kwestie okołoliterackie, gdyż nigdy nie pociągała mnie twórczość autotematyczna, wszelkie książki o wartości czytania książek i temu podobne.

Wypisałam sobie kilka cytatów, które zwróciły moją uwagę: „w Berlinie Tirosh zapomniał o bao. Teraz przypomniał sobie, mając bolesną świadomość, że jego przeszłość minęła, odeszła w niebyt, a składające się na nią chwile istnieją już tylko w jego pamięci – by kiedyś odejść wraz z nim”, „czytelnicy tych powieści nie szukali prawdy, jakiegoś wspaniałego olśnienia. Ich życie było ciężkie, pełne drobnych poniżeń, osobistych dramatów, wydłużającego się i bezsensownego umierania krewnych i znajomych – nie na wojnie, lecz z tym samym skutkiem. W książkach Tirosha spodziewali się znaleźć tymczasowe schronienie, na kilka godzin chcieli oderwać się od swoich problemów, od ciasnego obskurnego mieszkania, od rozwrzeszczanych dzieciaków, od pijanego współmałżonka, którego przestało się kochać nie wiadomo kiedy – gdy dwoje ludzi mieszkających ze sobą długie lata pewnego ranka budzi się i stwierdza, że są dla siebie całkowicie obcy”, „wiem, jak kruche są granice między światami, jak szybko szalona rzecz może stać się normalnością, a fikcja faktem. Bądź co bądź, świat jest dziwniejszy, niż nam się wydaje”.

Lavie Tidhar ma wyrobiony styl, potrafi też nadać swoim książkom rozpoznawalny, charakterystyczny dla niego rys. Zapewne nie każdemu „Ziemia nieświęta” przypadnie do gustu, nie zamierzam jednak nikomu odradzać lektury (choć gorąco zachęcać też nie będę).