Beatrycze Nowicka Opowiadania

Kroczący wśród cieni (recenzja, 09.05.2024)

Spiski żywych i umarłych

Jarosław Kukiełka, wyd. SQN

Pierwszy tom cyklu „Nigdy mnie nie odnajdziesz”

Beatrycze Nowicka: 6,5/10

Tytuł powieściowego debiutu Jarosława Kukiełki skojarzył mi się z przezwiskiem głównego bohatera cyklu Agnieszki Hałas o Żmijach, ale też brzmiał nieco pretensjonalnie, więc i po lekturze nie spodziewałam się wiele. Tymczasem, „Kroczący wśród cieni” okazał się lepszy, niż sądziłam.

Choć okładkowa notka obiecuje „detektywistyczne tajemnice”, osoby nastawione na fantastyczny kryminał mogą się zawieść. Zdecydowanie więcej tutaj akcji – walk, pościgów i spisków. Bardzo podoba mi się to, jak autor panuje nad treścią. W posłowiu wspomina swój inżynierski fach i to wywołało we mnie skojarzenie, że jego książka jest przemyślaną i sprawnie wykonaną konstrukcją. Tutaj nie ma niczego przypadkowego, każda scena czemuś służy, pomysły i wątki tworzą spójną całość. Sam początek został zgrabnie pomyślany, jest efektowny i zapewnia głównemu bohaterowi odpowiednie „wejście”. Kolejne rozdziały pozwalają czytelnikowi poznać Kavla bliżej – jego metody, możliwości, czy zachowanie. Przy okazji Kukiełka wplata w narrację informacje o miejscu akcji, czy mocy, jaką włada protagonista. Akcja biegnie naprawdę wartko, zarówno na początku, jak i wtedy, gdy rozkręca się główna intryga. Umiejętnie stosowane retrospekcje uzupełniają historię i portret tropiciela z Tin-Leve.

Jeśli chodzi o moje rozmaite skojarzenia – tempo wydarzeń, wielkie i stare miasto jako miejsce akcji, pewne wątki związane z religią, magią i polityką, oraz to, jak wielu ważnych ludzi pragnie dorwać głównego bohatera, przywiodło mi na myśl „Honor złodzieja” Hullicka. Zagadki, w tym te związane z zaświatami, protagonista korzystający w swoich śledztwach z dość specyficznych mocy, a także żądni władzy duchowni występowali też w niedawno przeze mnie czytanej „Sprawiedliwości królów” (tu mogę dodać, że „Kroczący…” spodobał mi się bardziej od powieści Swana). Świat cieni przypomniał mi o uniwersum RPG do Świata Mroku (konkretnie „Wilkołaka”). Czy coś łączy Kavla z Krzyczącym w Ciemności? Stawiałabym na wyrzuty sumienia, uzależnienie od substancji odurzających, zamiłowanie do badań, władanie niebezpieczną mocą (przy czym u Kukiełki „poziom magii” jest niższy, a jego postać dysponuje jedną umiejętnością, a nie wieloma talentami), bycie obiektem zainteresowania potężnych sił z zaświatów oraz regularne szwendanie się po rozległych podziemiach.

Powyższa lista podobnych elementów nie jest jednak zarzutem, ponieważ Kukiełka splata rozmaite motywy bardzo zgrabnie. Jego mocną stroną jest relacjonowanie akcji oraz podrzucanie kolejnych tropów (uważna lektura pozwala odgadnąć niektóre kwestie wcześniej niż czyni to główny bohater). Pozostałym elementom poświęcono mniej uwagi, niemniej informacje o świecie są wystarczające, by rozumieć wydarzenia. Z postaci za najciekawszą uważam starszą panią imieniem Berra. Pozostali są dosyć typowi. Dobrym pomysłem było to, aby w chwilach zdenerwowania Kavel (dla którego język, jakim się na co dzień posługuje, nie jest językiem ojczystym) zmieniał formy gramatyczne. Niby drobiazg, a nadaje tropicielowi indywidualny, zapamiętywalny rys.

„Kroczący wśród cieni” jest typem książki, gdzie uwaga narratora skupia się niemal wyłącznie na protagoniście i jego poczynaniach, czego konsekwencją jest swego rodzaju klaustrofobiczna perspektywa, zawężenie obrazu świata i wydarzeń. Osobiście wolę, gdy autorzy prezentują rozleglejsze wizje, jednak Kukiełka wybrał takie podejście nie bez powodu – dzięki temu czytelnik ani przez chwilę się nie nudzi i przeżywa zaskoczenia wraz z Kavlem, gdy ten odkrywa kolejne elementy układanki. Zastrzeżenie mam głównie do sposobu, w jaki autor zebrał drużynę. Nie do końca mnie to przekonało, wyglądało bardziej jak kampania RPG, gdzie gracze decydują, że ich postaci będą współpracować (choć dopiero co się spotkały i niewiele je ze sobą łączy), żeby popchnąć fabułę do przodu. Wyczucie języka zawodzi Kukiełkę, gdy wplata (tylko dwa, na szczęście) fragmenty pieśni bardów – rymy tam padające przyprawiają o ból duszy. Skoro już przy zarzutach jestem (tym razem już nie do autora), korekta mogłaby spisać się lepiej.

Poza tym jednak całość czytało mi się bardzo dobrze. Autor ma potencjał i już teraz pisze całkiem sprawnie. „Kroczący…” kończy się w dość dramatycznym momencie i choć nie lubię tego rodzaju finałów, przynajmniej faktycznie odkładałam tę powieść z ciekawością, co wydarzy się dalej. Mam nadzieję, że książka odniesie sukces wystarczający, by wydawnictwo chciało kontynuować współpracę z autorem i kolejne tomy ukażą się w rozsądnych odstępach czasu.