Beatrycze Nowicka Opowiadania

Na zawsze, do jutra, już nigdy (recenzja, 03.04.2024)

Czy to miłość, czy nie?

Darmowa antologia cyfrowa polskich autorów, Fantazmaty

Beatrycze Nowicka: 6/10

Recenzując antologie ukazujące się pod szyldem Fantazmatów, zazwyczaj wybrzydzam, jednak samą inicjatywę doceniam. Niemal zawsze można znaleźć w tych zbiorkach przynajmniej kilka opowiadań godnych uwagi. Tak było i w przypadku „Na zawsze, do jutra, już nigdy”. Za temat przewodni posłużyła miłość, co – paradoksalnie – stanowiło wyzwanie, bo przecież trudno napisać o niej cokolwiek nowego, albo przynajmniej świeżo brzmiącego.

Nie zdziwiło mnie zatem, że wśród jedenastu zamieszczonych w zbiorze tekstów znalazło się całkiem sporo utworów humorystycznych. W kilku innych autorzy wzięli się za opisywanie miłości innej niż ta pomiędzy kobietą a mężczyzną, co nieraz dało ciekawe efekty.

W tonie satyrycznym utrzymany jest „Szeregowiec Yanek” Piotra Jedlińskiego. Autor umieścił w swoim tekście sporo nawiązań do klasyki SF, czy to w fabule, czy w nazwach własnych. Opowiadanie zostało napisane dość zgrabnie, jednak niczym mnie nie zaskoczyło i nie odcisnęło się w pamięci.

Lekko i humorystycznie zostali napisani „Poszukiwacze zaginionego związku” Mateusza Kimaka, „Dziesięć ton miłości” Michała Antosiewicza i „Nie zadzieraj z czarownicą” Anny Olejnik. W pierwszym utworze czytelnik poznaje parę poszukiwaczy magicznych skarbów, a wszystko to w konwencji „podkręconego” Indiany Jonesa. Drugi opowiada o pewnym najemniku, któremu przyszło poznać blaski i cienie relacji z samoświadomą maszyną bojową. Trzeci okazał się najmniej pomysłowy – po raz nie wiem już który powraca tu wątek polowania na smoka.

Niektóre opowiadania sprawiły na mnie wrażenie zmarnowanego potencjału. W „Fałszywej melodii” coś nie zagrało – koncepcja wyjściowa była niezła, jednak do tego, by faktycznie wybrzmiała, główna bohaterka musiałaby wzbudzić w czytelniku sympatię. W „Trybach serca” Grzegorza Kałużnego i Aleksandry Bednarskiej uwagę moją zwrócił pomysł na uczynienie narratorem… ściennego zegara, śledzącego życie swojej właścicielki, żyjącej w steampunkowych realiach. Niestety, fabuła mnie nie przekonała, zwłaszcza finał tej historii.

W „Pakcie” Izabela Grabda wzięła się za temat poważny (opieka nad ukochaną osobą pozostającą w śpiączce), ale zrealizowała go płytko i sztampowo, w dodatku okraszając banałami. Po lekturze „Miliardów” Adama Barcikowskiego zadałam sobie pytanie – właściwie do czego to zmierzało? Fabuła jest tu szczątkowa, a zakończenie nijakie. Gdyby tekst był miniaturą, może by to zagrało, od dłuższego utworu oczekiwałabym jednak czegoś więcej niż pointy innej od najbardziej spodziewanej.

Czas jednak przejść do opowiadań, które uważam za najbardziej udane. „Matecznik” J. K. Rudzkiej zwrócił moją uwagę starannie budowanym klimatem. Niby nic szczególnie odkrywczego – śledztw, w czasie których bohater natrafiał na nadnaturalne byty, było już w literaturze i popkulturze sporo. Niemniej, autorka umiała sprawić, by losy głównego bohatera i zagadka, którą usiłuje rozwikłać, wciągały. Ponura atmosfera, opisy biedniejszej dzielnicy i wątek przemocy domowej wywarły na mnie odpowiednie wrażenie. Na marginesie dodam, że przy pierwszym opisie miejsca akcji (jeszcze bez nazw własnych) pomyślałam o Wałbrzychu i później okazało się, że miałam rację.

W „Ubezpieczeniu od miłości” Magdalena Anna Sakowska zręcznie łączy obserwacje obyczajowe z całkiem prawdopodobnym (zwłaszcza, gdy spojrzeć na młodsze pokolenia, wychowywane w szklarniowych warunkach i oczekujące, że inni ludzie i życie będą ich głaskać po główkach) pomysłem na tytułową usługę. Przekonała mnie główna bohaterka, jej uwagi i komentarze. Jej opinie na temat miłości i małżeństwa, dziś raczej niemodne, zasługują na przemyślenie. Wypisałam też sobie cytat: „ludzie potrzebują, by to, co ważne, przyszło spoza nich, bo wówczas istnieje szansa, że będzie większe niż oni sami” (gwoli dopowiedzenia, narratorka nie pochwala takiego podejścia).

Ze wszystkich opowiadań najbardziej poruszyły mnie „Dmuchawce” Marleny i Mariana Siwiaków. Oczywiście, gdy za punkt wyjścia posłużyła sielankowa scena czytania bajki na dobranoc, od razu zaczęłam szukać rys na tym obrazie. Takie faktycznie się pojawiły. Świetny był moment, w którym zrozumiałam, jak treść opowiadanej maluchom historii koresponduje z ich życiem. Zastanawiam się, jak by było, gdyby autorzy na tym poprzestali, nie wyjaśniając czytelnikowi wszystkiego w ostatnim dialogu. Niemniej, wtedy nie mogłyby paść słowa, wypowiedziane w finale do jednego z dzieci. Tekst wydaje mi się tym bardziej przejmujący, że nie jest on aż tak odległy od naszej rzeczywistości, jak wielu by chciało.

Jak wszystkie poprzednie, także i ta antologia jest do pobrania za darmo. Do czego zachęcam, choćby z uwagi na te kilka, w moim odczuciu dobrych i bardzo dobrych opowiadań.

PS. Doceniam, że można ściągnąć antologię także w formacie mobi.