Beatrycze Nowicka Opowiadania

Zima przed burzą (recenzja, 03.03.2024)

Dziwna wojna

Feliks W. Kres, wyd. Fabryka Słów

Pierwsza połowa dziewiątego tomu cyklu „Księga całości”

Beatrycze Nowicka: 7/10

Dookoła ostatniego tomu szererskiego cyklu zdążyło narosnąć wiele spekulacji. Mam o to pewien żal do wydawcy. To, że informacji o kontynuacji nie podano od razu, było zrozumiałe i słuszne. Trudno, żeby tuż po śmierci Kresa nękać pogrążoną w żałobie wdowę odnośnie tego, jak dużo zdążył napisać i czy ktoś będzie to kończyć. Wiadomo jednak było, że pisarzowi zależało na ukończeniu Księgi Całości, więc zarzucenie tego tematu na czas dłuższy także nie wydaje mi się właściwe. Można było przynajmniej wspomnieć, że pierwsza połowa planowanego ostatniego tomu cyklu została napisana i ukaże się drukiem (wiem, że niektórzy wychodzili z założenia, iż jeśli seria ma zostać nieukończona, to po co kupować, ja jednak przeczytałabym taką „urwaną” książkę i tak, a pewnie nie byłam jedyna). Ostatecznie Fabryka Słów zapowiedziała wydanie „Zimy przed burzą” i w ubiegłym miesiącu powieść trafiła do księgarń.

Inaczej czytało mi się tę część, wiedząc, że to ostatnie dzieło Kresa i – że akcja urwie się w połowie. Tak, czy owak, dobrze było wrócić do Szereru. W recenzji „Najstarszej z potęg” napisałam: „lepszy efekt można było osiągnąć, rozdzielając wyżej wzmiankowane części książką, której akcja toczyłaby się np. na północnej granicy, czy na dworze w Armekcie”. Miałam dobre przeczucie, gdyż w „Zimie przed burzą” Kres zabiera czytelnika w te miejsca.

Oto bowiem na północy Armektu zaczyna się dziać bardzo źle. Wielkie gromady Alerów przekraczają granicę, wygląda na to, że przed czymś uciekają. Właściwie nie wiadomo, do czego są zdolni. Niektórzy wieszczą koniec świata, inni jedynie lokalne problemy. Daleko na południowym wschodzie dartańska królowa bardziej martwi się lojalnością swoich wasali, niż problemami sąsiada, zwłaszcza, że jego osłabienie jest jej na rękę. Czy jednak nie popełnia brzemiennego w skutki błędu?

Wraz z autorem czytelnik odwiedza dwory obu władczyń. Dwoje ostatnich (a przynajmniej ostatnich spośród znanych) Przyjętych udaje się tam, by doradzać Werenie i Ezenie w sprawach dotyczących sił wiszących nad światem. Gotah i Kesa uważają, że niebezpieczeństwo jest poważne i starają się pracować na rzecz porozumienia. Czy jest ono jednak możliwe, gdy oba kraje od lat znajdują się na „kursie kolizyjnym”? W książce znalazło się także miejsce na opisy działań bojowych armektańskiej armii. Te ostatnie, przyznaję, miejscami odrobinę mnie znudziły, choć pewnie spodobają się fanom wątków militarnych. W „Pani Dobrego Znaku” też było tego sporo, jednak tam czytałam o nich z poczuciem, że prowadzi to do jakiegoś rozstrzygnięcia, tu zaś wiedziałam, że go nie otrzymam z przyczyn od autora niezależnych.

Największy objętościowo wątek dotyczy wyprawy bohaterów znanych z części poprzednich – kilka połączonych więzami rodzinnymi postaci z „Żeglarzy i jeźdźców” wyrusza odnaleźć człowieka, który podobno potrafił porozumieć się z Alerami. Czyta się o nich z zainteresowaniem, choć znając tomy poprzednie, nijak nie można przewidzieć, czy ich starania mają jakikolwiek sens. Minusem jest, że postaci bywają podobne do innych bohaterów cyklu – np. Ayana mocno kojarzy mi się z Karenirą. Ogólnie widać, że pewne typy charakterologiczne powracają w kolejnych odsłonach Księgi Całości dosyć regularnie, zwłaszcza na dalszych planach.

Jeśli chodzi o styl, to „Zimę przed burzą” czyta się bardzo potoczyście. Wątki przeplatane są sprawnie, a rysująca się intryga budzi zaciekawienie. Czytelnik ma też okazję dowiedzieć się nieco więcej o Alerze i jego „dzieciach” – choć wciąż mniej, niż bym chciała. Mam wrażenie, że jednak nie doczekamy się „wyjaśnienia tajemnic”.

Choć „Szerń i Szerer” miał domykać cykl, to jednak już teraz widać, że miało to być domknięcie w stylu Kresa. Nie jakaś wielka kulminacja, raczej kolejna odsłona w dziejach kontynentu. Autor „Piekła i szpady” nieraz wspominał o swoim zainteresowaniu historią. A ta przecież się nie kończy, dopóki istnieje świat zamieszkany przez ludzi. Co najwyżej zakończyć się może pewna epoka. O ile w finale nie miała nastąpić jakaś apokaliptyczna katastrofa (w co jednak wątpię, ponieważ niejednokrotnie było podkreślane, że Szerń i Aler mają swoją wojnę w niebiosach, a istoty pod nimi – los własny), zgaduję, że na końcu „Księgi całości” co najwyżej mogło dojść do przetasowania sił, osiągnięcia nowej równowagi pomiędzy kluczowymi graczami.

Inspiracje historyczne sprawiają, że nieraz zdarzyło mi się podczas lektury pomyśleć o naszym świecie. Pewne kwestie, mechanizmy i procesy powtarzają się przez wieki. Fale migracji zmieniają mapy. Brak jednorodnego stanowiska w sytuacji zewnętrznego zagrożenia pociąga za sobą określone konsekwencje.

A wracając do „Księgi całości”, wydaje mi się, że to przeplecenie „trybów historii” z jednostkowymi losami, które były przez te procesy kształtowane, ale czasem okazywały się kluczowe dla zmiany globalnego biegu wydarzeń, jest swego rodzaju znakiem rozpoznawczym cyklu, stanowiącym o jego oryginalności.

W chwili obecnej wiadomo, że Feliks W. Kres pozostawił po sobie materiały i informacje, na podstawie których, za zgodą jego żony, cykl dokończyć ma Arkady Saulski. Ciekawa jestem, jak to wyjdzie. Na razie zaś „Zimę przed burzą” mogę śmiało polecić wszystkim tym, którzy polubili poprzednie tomy.